Świadectwa uzdrowień

 

 

Świadectwo Beaty

Jestem mamą czworga dzieci. W kwietniu tego roku urodziłam dwie śliczne dziewczynki. W 5-tej dobie stan Julki pogorszył się w ciągu 3 godzin i zdrowa dziewczynka zmieniła się w ciężko chore dziecko. Pogotowie zabrało Ją do szpitala w Zielonej Górze. Stan był cięzki, lekarze zgodnie stwierdzili, że nie wiedzą co dziecku jest i nie mogą powiedzieć, czy dożyje wieczora a był to ranek. W 3 dobie zdiagnozowano złożoną, wrodzoną wadę serca i przewieziono Ją do Poznania. Dni mijały. W tym czasie wróciłam z drugą córką do domu. Każdego dnia rano patrzyłam w telefon; czy nie było połączenia ze szpitala i dziękowałam Bogu, że Julia przeżyła kolejną noc. Po mszy świętej odprawionej w intencji zdrowia córki Jej stan polepszył się. Od położnej p. Jadwigi dowiedziałam się o mszach świętych z modlitwami o uzdrowienie odprawianych w tutejszym klasztorze. W maju uczestniczyłam w tej mszy św. Stałam przy krzyżu w tyle kościoła. Podczas modlitwy wsłuchiwałam się w głos kapłana prowadzącego modlitwy i zastanawiałam się, czy modlę się wystarczająco, czy Bóg mnie widzi i słyszy. W pewnym momencie słyszę głos kapłana: " przyszła tu dzisiaj matka modlić się o zdrowie dla swojej maleńkiej córeczki przed operacją serduszka-operacja uda się, Jezus uzdrowi Ją". Upadłam na kolana i zaczęłam płakać. Julia czekała w tym czasie na operację. Stan był ciężki, ale stabilny. Po trzech dniach otrzymałam wiadomość, że operacja odbędzie się. W dniu operacji wzięłam drugą córkę i przyszłam do klasztoru, modliłam sie pod krzyżem prosząc Boga, aby dotrzymał obietnicy jaką otrzymałam na mszy świętej: "Boże wszystko w Twoich rękach". Operacja udała się, córka żyje, zażywa lekarstwa, pieknie rozwija się. Leczenie trwa dalej i wierzę w cud całkowitego uzdrowienia. Chwała Panu.

 


 

 

Świadectwo Dominiki

Na imię mam Dominika i jestem mamą. Do Wschowy trafiłam po rocznych prośbach i  namowach mojego małżonka. Od 10 lat cierpiałam na bóle kręgosłupa wynikające z rwy kulszowej. Jednakże w ostatnim okresie bez silnych leków neurologicznych nie dawałam rady. Pewnego poranka, po nieprzespanej nocy zwróciłam się do Pana: Boże – już nie daję rady z bólem, nawet po zażytych lekach specjalistycznych. Parę dni później pojechałam na mszę św z modlitwami o uzdrowienie. Przyjechałam zupełnie nic nie oczekując, jednakże kiedy zaczęła się modlitwa płakałam     i modliłam się nie myśląc, że to właśnie mnie Jezus dotyka. Po zakończonej modlitwie usłyszałam słowa kapłana prowadzącego „Jezus uzdrowił młodą kobietę z dolegliwości kręgosłupa”. Nic szczególnego nie czułam i pomyślałam sobie – może to o mnie chodzi? Wtedy zwróciłam się do Pana „Boże, a skąd ja mam wiedzieć, że to mnie uzdrowiłeś?” Wtedy kapłan powiedział, że szczególnym znakiem osób uzdrowionych są łzy, płacz osób uzdrowionych i właśnie te osoby którym lecą łzy są uzdrowione. Dziś mogę z całą świadomością oświadczyć, że to właśnie mnie Jezus uzdrowił, od tego dnia nie wzięłam ani jednej tabletki. Chwała Panu.


Świadectwo Pawła

Na imię mam Paweł. Do Wschowy jeżdżę od dłuższego czasu. Najpierw modliłem się o nawrócenie żony i Jej powrót z zagranicy do rodzinnego domu. Pan Bóg wysłuchał modlitwy i żona po 6-ciu latach wróciła. Modliłem się dalej o Jej nawrócenie i o siebie, bym nie stracił głowy, gdyż wychowywałem samotnie czworo dzieci. Dziś dziękuję Bogu za żonę i historię, którą ze mną tworzy. W styczniu na Mszy uzdrowieniowej kapłan mówił, że dziś, teraz Bóg uzdrawia ludziom kręgosłupy. Mam 39 lat i nieraz odczuwałem ból kręgosłupa. Jezus Chrystus mój Zbawiciel uzdrowił mój kręgosłup. Kilka dni temu skopałem ogródek i nie odczułem żadnych bóli, stąd uważam iż jest to uzdrowienie trwałe. Dziękuję Bogu za każdego kapłana, za wszystkie sakramenty, których mi udzielają i proszę o potrzebne łaski dla wszystkich kapłanów. Chwała Panu.


Świadectwo Jadwigi lat 62

Pięć lat temu zaczęły się moje problemy ze skórą na lewym kolanie. Mimo stosowanych maści od lekarza nic nie pomagało. W ciągu dnia przychodził taki moment, że rozdrapywałam swędzącą skórę do krwi. Narastał nowy naskórek, jedna warstwa na drugą i to ciągle drapanie. Skóra była brzydka i czerwona. Będąc po raz drugi w listopadzie w czasie Mszy Św. Z modlitwą o uzdrowienie usłyszałam, że pewna osoba będzie uzdrowiona stopniowo z łuszczycy. Pomyślałam o swojej nodze, ale czy to chodzi o mnie? Czy taka łaska od Boga może mnie dotyczyć? Jednak od tego dnia mija już czwarty miesiąc, ani razu nie swędziała mnie skóra. Wygląda zupełnie inaczej, normalnie. Najpierw było zdziwienie, później pewność, że zostałam z tej dolegliwości uzdrowiona. Serdecznie dziękuję Panu Jezusowi i Matce Bożej.


Świadectwo Eli, lat 15

Witajcie! Mam na imię Ela i liczę zaledwie piętnaście lat, pragnę podzielić się z Wami świadectwem wielkiej łaski Pana, jaką mnie obdarzył. Od najmłodszych lat byłam okazem zdrowia, zawsze wesoła i radosna, mojej mamie przysparzałam kłopotu tylko wtedy, gdy wracałam z podwórka – cala w kolorowych siniakach i strupkach:). W lipcu 2001r. wiele się zmieniło. Zaczęły mnie męczyć ataki duszności, którym towarzyszył okropny ból głowy, bezwład nóg, kaszel, niemożność złapania oddechu oraz chwile, w których traciłam świadomość tego, co się dzieje wokół mnie. Wkrótce rozpoczęliśmy wędrówkę po lekarzach, przebywałam w szpitalu w Zielonej Górze, Nowej Soli, Lesznie, jednak żaden z medyków nie był w stanie stwierdzić, co mi dolega. Dopiero, gdy zrobiono badanie fal mózgowych – EEG- stwierdzono u mnie epilepsję, potocznie: padaczkę. Od tej pory przez cztery lata, codziennie brałam silne leki rano i wieczorem w tych samych odstępach czasu. Duszności przyczyniły się do wielu nieobecności w szkole, co obniżyło mi wyniki w nauce, nie mogłam uprawiać większości sportów, które lubiłam, a rówieśnicy patrzyli na mnie jak na odmieńca, niektórzy bali się zarazić, inni po prostu nie chcieli mieć do czynienia z kimś, kto jest chory. Było mi wtedy bardzo przykro, wiec by ukoić to, co boli uciekałam do Jezusa. Można powiedzieć, nasz wschowski klasztor stał się moim, w Domem…Domem, w którym odnalazłam największego Przyjaciela. Zaczęłam uczestniczyć w spotkaniach grupy modlitewnej, które dawały mi mnóstwo wsparcia, po nich czułam się wolna, może nawet szczęśliwa… W każdym razie doświadczyłam miłości zupełnie obcych ludzi. Przełomowy moment w moim leczeniu nastąpił 19 kwietnia 2005r. Zasypiając wieczorem, zasnęłam na kilka dni. Nikt nie mógł mnie obudzić, przez mgłę pamiętam kształty i dźwięki, ale nie potrafiłam otworzyć oczu. Wkrótce znalazłam się we wschowskim szpitalu, skąd skierowano mnie do Nowej Soli na oddział neurologiczny. Potwierdzono epilepsję. Niedługo po powrocie do domu zapragnęłam rozpocząć naukę tańca, jednak moje zdrowie musiało być bez zastrzeżeń, więc znalazłam się na liście kandydatów oczekujących przyjęcia w Prywatnej Klinice Neurologicznej w Poznaniu, gdzie miały zostać przeprowadzone badania definitywne wskazujące na padaczkę. Panie z grupy zaproponowały mi modlitwę wstawienniczą, oczywiście zgodziłam się, w nadziei, że to nie leki, lecz Jezus zupełnie mnie uzdrowi. Pod koniec modlitwy otrzymałam słowa. Duch Święty z pewnością kierował ręką, która bezwiednie otworzyła Pismo Święte, gdzie był rozdział opowiadający o „uzdrowieniu epileptyka…:”. To dodało mi wiary, że duszności mnie opuszczą. Niedługo po tym znalazłam się w klinice. Przeprowadzono mi tam wszystkie możliwe badania: rezonans, tomograf komputerowy, badanie fal mózgowych we śnie, badania serca i próby sztucznego wywoływania ataku padaczki. Wierzę, że wiele osób łączyło się z moją mamą w modlitwie, bo pani ordynator orzekła, że nie ma podstaw by stwierdzić padaczkę. A wyniki są bardzo dobre! Od roku ani razu nie miałam duszności ani żadnych chorób, cieszę się teraz świetnym zdrowiem i dziękuję Jezusowi za cud uzdrowienia, którym mnie obdarzył. Dziękuję Ci Jezu…Chwała Panu!!!

PS.A braki w nauce nadrobiłam i teraz, wybaczcie moją nieskromność, jestem jedną z najlepszych uczennic w klasie:).


Świadectwo Anny

„…………A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się synem twoim”. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znowu ożył, zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się bawić. ……..”

I ja jestem takim synem marnotrawnym. Roztrwoniłam dane mi na Chrzcie Świętym dziedzictwo od Boga, odsunąłem się od Niego, pogrążyłem w grzechu. Wydawało mi się, że Go wcale nie potrzebuje, że sama jestem kowalem swego losu. Zwracałam się do Pana jedynie w chwilach upadku, lecz nie w modlitwie, ale oskarżeniach. Mówiłam „ Boże, dlaczego mnie to spotkało, dlaczego do tego dopuściłeś…”.I trwało to wiele lat. Aż nadszedł dzień, w którym, mój życiowy krzyż przygniótł mnie tak boleśnie, aż upadlam na kolana. I wtedy Jezus wyciągnął do mnie swą dłoń, dłoń, którą wyciągał wiele razy, ale ja jej nie widziałam. I postawił na mojej drodze osobę, która pomogła mi podźwignąć się i powrócić na drogę prowadzącą do Pana. Zaprosiła mnie ona na październikową Msze uzdrawiającą. Poszłam na nią pełna lęku. Czułam się nie godna bycia w Kościele. Nie weszłam nawet do środka. Stałam w progu, a do moich oczu Cisnęły się łzy. Rozmawiałam później z moja przyjaciółką o swoich odczuciach, o tym, że, nie byłam wiele lat już u Spowiedzi Św.. I że z pewnością nie dostanę rozgrzeszenia, ponieważ żyłam w związku małżeńskim, lecz nie sakramentalnym. Miałam wiele obaw i lęku, lecz czułam, że bardzo potrzebuje oczyszczenia. Na listopadową Msze uzdrawiającą poszłam już z własnej woli i nawet weszłam do środka. I to właśnie wtedy usłyszałam słowa kapłana….”Jezus chce uzdrowić młoda kobietę, która pragnie przystąpić do Spowiedzi Świętej…” I poczułam, że to się dotyczy mnie. W niedługim czasie od tej Mszy za namową przyjaciółki pojechałam na rekolekcje do Zaborówca. Tam zostałam napełniona Duchem Świętym. A dwa dni po powrocie z rekolekcji przystąpiłam do Spowiedzi Św. i przyjęłam Komunię. Od tego dnia moje życie zmieniło się. Z przyjemnością uczestniczę we Mszy Św.. Często się modlę. A Bóg obdarzył mnie tak wielką, o jakiej nawet nie śniłam.

I rozpostarł Ojciec swe ramiona i przyjął mnie, bo zagubiłam się, lecz w porę odnalazłam do Niego drogę. I teraz wiem, że On nade mną wciąż czuwał, i że był wciąż przy mnie. A te wszystkie złe rzeczy, które działy się w moim życiu, nie działy się bez przyczyny, lecz po to abym w końcu otworzyła oczy i przejrzała, że podążam złą drogą i najwyższy czas się nawrócić. Chwała Panu za to.


Świadectwo mężczyzny

Jestem chorym człowiekiem już po kilku operacjach chirurgicznych. W 2006 r dowiedziałem się, że czeka mnie kolejna poważna operacja tym razem na kręgosłup. Tym bardziej, że krążą różne opinie na temat nieudanych tego typu operacji a w konsekwencji wózek inwalidzki, pampersy itd., Ponieważ jestem człowiekiem wierzącym oddałem wszystko pod opiekę Boga. Byłem na dwóch mszach „uzdrawiających”. Bóg mnie nie uzdrowił, ale tak poprowadził ręce chirurgów, że operacja się udała i czuje się zdecydowanie lepiej. Choć może ktoś powiedzieć, że to nie była moc sprawcza Boga – cóż wiele operacji się udaje – to jednak chcę podzielić się z wami jeszcze innym doświadczeniem. Przed poprzednimi operacjami, pomimo, że szedłem na nie pogodzony z Bogiem, normalnie, po ludzku się bałem. Raz był to większy raz mniejszy strach, ale był. Natomiast tym razem byłem spokojny aż do samego momentu uśpienia na bloku operacyjnym. Jak bym zupełnie był nieświadomy gdzie jestem i co mnie czeka? Choć od operacji minął już ponad rok ten wewnętrzny spokój pozostał we mnie do dziś. I za to Bogu Niech Będą Dzięki. Moją wdzięczność najlepiej wyraża fragment Psalmu nr 133, 3: „Od wschodu słońca aż do zachodu, Niech Imię Pańskie Będzie pochwalone”.


Świadectwo Krystyny, lat 58

Pragnę podzielić się świadectwem o moim uzdrowieniu fizycznym, które nastąpiło na Mszach Św. z modlitwą o uzdrowienie.Od paru lat leczyłam się u okulisty na chore oczy. Lekarz stwierdził zaćmę w oczach i powiedział, że czeka mnie operacja. Chodziłam na Mszę Św. z modlitwą o uzdrowienie. Po ostatnim badaniu lekarskim, lekarz stwierdził, że jest duża poprawa i nie będę mieć operacji. JEZUS CHRYSTUS uzdrowił moje chore oczy. CHWAŁA PANU.


Świadectwo Jadwigi

W październiku (2007) byłam pierwszy raz na nabożeństwie z modlitwą o uzdrowienie. W czasie modlitwy było wskazanie Pana Jezusa na brak przebaczenia u pewnej osoby i konieczność Sakramentu Pokuty. Odniosłam to do swoich przeżyć i zrozumiałam, że słowo skierowane jest do mnie. W pierwszej chwili zadałam sobie pytanie, komu mogłam nie przebaczyć. Nie uświadamiałam sobie nigdy, że tak może być. W czasie Sakramentu Pokuty, wiedziałam już na pewno, że mojemu mężowi. W 1999 roku odszedł do innej kobiety, znali się od lat. Poznali się w pracy, mąż dojeżdżał do innej miejscowości..Nie mogłam się z tym pogodzić. Dzieci bardzo dużo mi pomagały, wspierały mnie psychicznie, mówiły: „dasz sobie radę mamo, nie będzie tak źle.” Faktycznie tak było. Lata mijały, wydawało mi się, że wybaczyłam i jemu i sobie. Moim grzechem było ciągle wracanie do przeszłości ( której już nie zmienię) i mówienie złych rzeczy o postępowaniu męża. Dopiero przeżyta Spowiedź Św. i błogosławieństwo sprawiło, że poczułam jak wszystko ze mnie spłynęło, uczucie ciepła i niepojętej miłości Boga Żywego.Od tego dnia nie mogę nic złego powiedzieć o moim mężu. ( Myślę, że jest to łaska otrzymana od Miłosiernego Pana Jezusa, który nas bardzo kocha)Dziękuje Bogu i Matce Bożej za wszystkich spotkanych ludzi a zwłaszcza za posługę kapłańską Ojców Franciszkanów.


Świadectwo Teresy

Sześć lat byłam leczona na porażenie nerwu twarzowego. Ponieważ paraliże zaczęły pojawiać się coraz częściej i z powikłaniami, lekarz kieruje mnie do szpitala. W szpitalu po przeprowadzeniu badań została przeprowadzona prawidłowa diagnoza. Byłam chora na Neuroboreliozę jest to choroba spowodowana przez kleszcze. Przez paraliże został uszkodzony staw szczękowy. Szpital kieruje mnie do Instytutu Stomatologicznego, gdzie miała być przeprowadzona korekta stawu szczękowego. W październiku przyjechałam do Wschowy na Mszę Św. Po Mszy Św. było nabożeństwo o uzdrowienie. Ojciec Błażej kieruje kroki z Najświętszym Sakramentem w moją stronę, a ja słyszę słowa jest uzdrawiana osoba, co miała problem z zębami i szczęką spoczęłam w Duchu Św. Moja szczęka została cudownie uzdrowiona przez Pana Jezusa. Chwała Panu.


Świadectwo Agnieszki, lat 32

Od kilku lat cierpiałam na chorobę kobiecą. Leczyłam się, dwa razy miałam mieć zabieg, gdzie w ostatniej chwili udało mi się go uniknąć, bo już wtedy Pan Bóg nade mną czuwał. Gdy drugi raz wyszłam ze szpitala zmieniłam lekarza i nadal się leczyłam, zmiany jednak nie następowały. Nadal brałam leki, gdy one się skończyły do lekarza nie poszłam z obawy, że znowu będę musiała brać lekarstwa, poszłam za to na Mszę z modlitwą o uzdrowienie, którą prowadził o. Witko w Zaborówcu w listopadzie zeszłego roku. Gdy uzdrawiał miejsca, które chcieliśmy, aby Pan Jezus uzdrowił poczułam ogromne ciarki przechodzące od głowy w dół i tak trzy razy. Po modlitwach zapytał, czy są osoby, które nie wiedzą jeszcze czy są uzdrowione, ale to czują. Ja w tym momencie czułam, że jestem uzdrowiona. Trzy miesiące po tej Mszy poszłam do lekarza, który powiedział mi po badaniu: Jest Pani zdrowa. To była wielka radość usłyszeć takie słowa, choć poszłam tylko dla potwierdzenia tego, co już wiedziałam. Chwała Panu!

 


Świadectwo Ani

Trzy tygodnie wcześniej zachorowałam, miałam wysoką temperaturę i kaszel. Pani doktor stwierdziła, że mam zapalenie oskrzeli. Leczenie tabletkami i stawiane trzy razy banki nie dały za dużej poprawy, kaszel nadal nie ustępował. W czasie uzdrowień, jakie dokonywał Pan Jezus było i moje. Ojciec Arnold wypowiadając słowa: „ Jezus pragnie uzdrowić osobę chorą na gardło”. Wiedziałam, że o mnie chodzi. W tej samej chwili zaczęłam kaszleć. Wstałam i podeszłam do osób, które posługiwały w modlitwie. Łzy leciały mi po policzkach i cały czas kaszlałam. Gdy wróciłam do ławki łzy przestały lecieć i kaszel ustąpił. Na drugi dzień stwierdziłam, że nie kaszlę i nie boli mnie gardło. Dzisiaj jest miesiąc od momentu, kiedy Jezus mnie uzdrowił. Po raz kolejny pokazał nam jak bardzo nas kocha. Chwała Panu Naszemu Jezusowi Chrystusowi!